Blackbird

/ ogólny / Wyzwania lektora języka polskiego w korporacjach

Wyzwania lektora języka polskiego w korporacjach

Grupa „idealna”? Kursanci z tego samego kraju, będący w Polsce mniej więcej tyle samo czasu. Ten sam poziom języka polskiego. Podobna motywacja. Realne? Zupełnie nie 😉 Kursy korporacyjne to mieszanka narodowości, poziomów języka – wszystkiego. Ludzie, którzy przede wszystkim spędzają wiele godzin w pracy. Czasem weekendy spędzają dodatkowo na uniwersytetach. Przeczytaj, z jakimi 3 wyzwaniami mierze się, prowadząc grupowe kursy polskiego w korporacjach.

NIE MAM CZASU

Podstawowy problem podczas tego typu kursów, to brak czasu moich Kursantów. Pamiętajmy, że są to zajęcia korporacyjne, a nauka języka polskiego to nie jedyne ich zajęcie w życiu. To ludzie, którzy pracują wiele godzin dziennie i tak naprawdę nie mają zbyt dużo czasu na naukę. Często „wciskają” zajęcia z języka polskiego w przerwę na lunch. Nie mają czasu na prace domowe, na naukę poza zajęciami – mimo, że naprawdę chcą mówić po polsku. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, z kim pracuję na zajęciach. Czy w takim razie kurs ma w ogóle sens??? TAK  Nauka zawsze ma sens. Chodzi tylko o to, aby odpowiednio do takiego kursu podejść i właściwie go poprowadzić.

Ilość powtórzeń materiału jest naprawdę duża. Powtarzamy na WIELE sposobów. Powtórzeń jest dużo (aby choć trochę zastąpić czas poświęcony na naukę w domu) i są one bardzo różnorodne, atrakcyjne, aby materiał został lepiej przyswojony. Wówczas nie da się go po prostu nie zapamiętać… Zadania domowe są praktyczne i takie do zrobienia „przy okazji”. Czasem nie wymagają nawet wzięcia długopisu do ręki. To może być np. nagranie na telefon, po polsku, kilku zdań z prezentacji, którą kursant robił po angielsku i podesłanie do mnie – dosłownie 5 minut. Ważne, żeby odwoływać się do kontekstu kursanta i tego, co dla niego użyteczne i ważne. Wtedy przy odrobinie szczęścia – z nie mam czasu – zrobi się: mam czas i chcę 

RÓŻNICE KULTUROWE

To, co dla nas wydaje się atrakcyjne, nie dla każdego takie musi być. Zajęcia w grupie mieszanej narodowościowo, to zdecydowanie wyzwanie. Pamiętam i wiem, że to, co dla Turka może okazać się świetną nauką poprzez zabawę (różnego rodzaju gry itp.), dla Chińczyka będzie absurdem i mogę usłyszeć pytanie „No dobrze, pobawiliśmy się, ale… kiedy zaczniemy lekcję?”. Złoty środek. Wszystko trzeba wypośrodkować. Nie lubię przerostu formy nad treścią. Zabawa – by lekcja była atrakcyjna. Różnorodność, by nie zanudzić, by zainteresować. Ale przede wszystkim treść zajęć i TRENING. Kolejna sprawa – do każdego Kursanta docierają inne zadania. Każdy ma inną metodę zapamiętywania, uczenia się i moim zadaniem jest dotrzeć do niego, wyłapać tę ścieżkę i nią podążać.

ROTACJA

Kursy korporacyjne, szczególnie w sektorze BPO i SSC, to także zajęcia z osobami, które przychodzą i odchodzą… Na przestrzeni roku grupa czasem zmienia swój skład CAŁKOWICIE. Kończą się kontrakty, pojawiają się nowe. Do grupy dołączają kolejne osoby, które wcześniej zostają przez nas przetestowane. Wiemy, że grupa będzie dla nich odpowiednia. Kolejną osobę wdrażamy w kurs już wspólnie. Z punktu widzenia jakości kursu, rotacja kursantów nie wpływa znacząco na jakość nauki. To co jest wyzwaniem, to dodatkowa praca dla firmy, która musi zarządzić po swojej stronie procedurami z tym związanymi – i dla nas, dostawców usługi. U niektórych klientów przy dużej rotacji pracowników korzystających z benefitu kursów polskiego, jesteśmy w nieustannym procesie otwierania nowych grup. To wymaga odpowiedniego zaplecza organizacyjnego.

MOJE PODEJŚCIE

Kiedyś ktoś zapytał mnie, o co chodzi w mojej pracy. Odpowiedź jest prosta: o zarażanie, o pasję. Nie chodzi o to, aby wyłożyć teorię i przećwiczyć na kilku zadaniach, ale o to, żeby obudzić w kursantach ciekawość i chęć nauki języka. Żeby właśnie Omar, który już na pierwszym spotkaniu zapowiedział, że nie ma długopisu, nie ma notatnika, bo on po prostu NIENAWIDZI pisać i pisać nie będzie, „zaczął chcieć” pisać. Aby Natasha zrozumiała, że nasze języki NIE SĄ takie same, jak wydawało jej się na początku, i że warto wdrożyć się w pewne niuanse.

Nie uczymy się końcówek na pamięć, które można wyrecytować choćby w nocy o północy, jak często nam powtarzano, kiedy chodziliśmy do szkoły. Chodzi o to, aby przyjść na zajęcia i móc pochwalić się, że wczoraj miałem spotkanie w firmie i rozmawiałem cały czas po polsku lub – jestem w stanie komunikować się z pracownikami w ich języku, wiem, o czym do mnie mówią, rozumiem ich, rozumiem sytuację w firmie. Chcę, żeby moi kursanci czuli radość i satysfakcję z mówienia po polsku. Czuję, że to jest wtedy mój sukces.

Tekst napisany we współpracy z: Joanna Dominiak